Serduszko bije w rytmie
prof. Anna Tomaszuk-Kazberuk
Gościem prof. Jana Kochanowicza była prof. Anna Tomaszuk-Kazberuk, kierownik Kliniki Kardiologii, Lipidologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
Cykl audycji “Pytanie do specjalisty” powstał dzięki wsparciu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego w ramach zadań publicznych w sferze ochrony i promocji zdrowia na realizację w 2026 roku.
Jaki jest rytm naszego serca?
Serce napędza krążenie i aby to było skuteczne krążenie, serce musi się skurczyć: efektywnie i odpowiednią liczbę razy na minutę. Ten rytm, który daje nam życie, jest to rytm zatokowy, płynący z głębi serca, rytm elektryczny, który powoduje, że nasze serce bije w pewnych granicach, między 50 a 100 uderzeń na minutę.
Co to znaczy?
To znaczy, że rodzi się samoczynnie w środku serca impuls elektryczny, który narzuca częstość pracy naszemu sercu. Mówimy, że serce to jest siedlisko uczuć, a tak naprawdę to jest mięsień, który ma w sobie cztery oddzielne komory, a w jednej z nich jest źródło elektrycznego prądu. Dzięki temu mamy skurcz serca i siłę napędową krążenia, czyli krwi, która jest potem wyrzucana z serca i dociera od każdego najmniejszego zakątka ciała, by nieść tam tlen i odżywiać nasze tkanki. Bez krążenia nie ma życia. Choć pewnie pan profesor, jako neurolog powie, że mózg to jest kluczowy organ. A ja powiem, że serce.
Mózg bez serca nie funkcjonuje, a też 15-20 proc. krwi wypływającej z serca trafia do mózgu. Jest on jednym z najbardziej energochłonnych narządów. I krótki czas bez dopływu krwi powoduje, że tracimy świadomość, a jak to jest punktowe, mamy do czynienia z udarem mózgu.
Czyli można powiedzieć, że co jest dobre dla serca, jest też dobre dla mózgu.
Tak właśnie jest. W najczęstszych chorobach naczyniowych, czy dotyczą one mózgu, czy serca, czynniki ryzyka są identyczne. Nie ma przyczyn choroby mózgu, które nie szkodzą sercu i odwrotnie.
Dokładnie. Bardzo to zbliża kardiologię i neurologię.
Rytm zatokowy – co to znaczy?
To ten rytm prawidłowy, fizjologiczny. On jest z natury rzeczy miarowy, daje stałe, rytmiczne zaopatrzenie w krew narządów. Inne rytmy, patologiczne, mogą dawać niewydolność krążenia. Czyli takie patologie jak migotanie przedsionków, dodatkowe skurcze serca, destabilizują ten rytm. W sercu mogą być rytmy nieprawidłowe idące z przedsionków oraz dużo groźniejsze, idące z komór. My chcemy zachować tę fizjologię, to prawidłowe krążenie. Jako kardiolodzy umiemy przekształcać te nieprawidłowe rytmy do rytmu zatokowego albo je stabilizować, aby człowiek mógł z tymi nieprawidłowymi rytmami, jak np. przy utrwalonym migotaniu przedsionków, żyć.
Czy możemy sami, w zaciszu domowym, sprawdzić jaki mamy rytm serca? I na ile jest to wiarygodne?
Oczywiście. W tym roku była nawet taka duża akcja społeczna pt. „Obywatelu, naucz się mierzyć sobie puls”. To naprawdę prosta umiejętność. Na tętnicy promieniowej w okolicy lewego nadgarstka od strony kciuka prawą ręką sprawdzamy sobie puls, czyli wyczuwamy takie miejsce pod opuszkami palców, gdzie
jest tętnienie. Zwykle jest ono w rytm skurczów serca. Można samemu łatwo zbadać puls, nie będąc lekarzem czy pielęgniarką. I można nauczyć się tego w ciągu kilku minut. Przeprowadzaliśmy nawet w Białymstoku w galerii handlowej taką akcję z udziałem studentów, gdzie uczyliśmy przypadkowe osoby badać puls. Ci ludzie byli bardzo zadowoleni. To umiejętność, którą warto mieć, by odróżnić prawidłowy puls od nieprawidłowego.
I jak ktoś czuje w klatce piersiowej niepokój, ma uczucie kołatania, warto sobie zbadać wtedy tętno, by sprawdzić, czy ten rytm jest miarowy czy też nie. Jeśli jest wyraźnie niemiarowy – nie trzeba zwlekać, tylko umówić się na wizytę do lekarza rodzinnego. On zbada puls, osłucha, wykona ekg i rozstrzygnie, czy są to niewinne dodatkowe skurcze, których nie trzeba leczyć albo można leczyć bardzo prosto np. suplementacją magnezu czy zaburzenia poważniejsze, patologiczne, jak migotanie przedsionków. Pewnie niemiarowości nie są bowiem łagodne i niosą ze sobą powikłania. Wspomniane migotanie przedsionków niesie ryzyko niedokrwiennego udaru mózgu, dlatego każdy taki przypadek powinien być wychwycony i leczony. Migotanie przedsionków to nie jest rzadkość, szczególnie w starszej populacji. Po 80. roku życia nawet co 4. pacjent może mieć migotanie przedsionków.
Wspomniała pani profesor, że 50-100 uderzeń na minutę, to ten rytm prawidłowy. A co jeśli jest niższy lub wyższy?
Jak jest poniżej, to ten rozrusznik elektryczny jest niewydolny, dysfunkcyjny. Nie martwimy się tym tak bardzo, jeśli pacjent nie ma zwrotów głowy, nie mdleje. Można taką osobę obserwować. Ale o tym że tętno jest niskie, trzeba poinformować lekarza rodzinnego. Natomiast jeśli towarzyszą temu objawy takie, jak zawroty głowy, omdlenia, osłabienie, może to być wskazanie do wszczepienia rozrusznika serca. Ten rozrusznik jest wszczepiany właśnie po to, aby pacjent czuł się dobrze, czuł się wydolny, efektywny w swoim działaniu. To jakby danie protezy rytmu zatokowego. Natomiast jeśli mamy zbyt szybki rytm, powyżej 100 na minutę, to może to być albo szybki rytm zatokowy wynikający z innych chorób, np. anemii, gorączki. Wtedy na pewno trzeba iść do lekarza. Te szybkie rytmy przekraczające 100 wymagają weryfikacji. Najpowszechniejszą ich przyczyną mogą być zaburzenia funkcji tarczycy, głównie nadczynność tarczycy. W większości przypadków to szybkie bicie serca ma jakąś przyczynę, udaje się ją ustalić i zniwelować. Dlatego nie warto zwlekać, ale zgłosić się do lekarza, by rozstrzygnąć jaka jest tego przyczyna. Jeśli czynność serca jest bardzo szybka, znacznie przekraczająca 100 na minutę, np. 140/min., koniecznie trzeba zgłosić się do lekarza.
Jeśli badamy się i stwierdzamy, że mamy za szybki czy też niemiarowy puls i idziemy do lekarza rodzinnego, to jakie badania nas tam czekają?
Na pewno lekarz zbierze wywiad, zbada i prawdopodobnie zleci dwa rodzaje badań: ekg, w którym będzie widać, z jakim rytmem mamy do czynienia i badania z krwi, takie jak morfologia, elektrolity czy sprawdzenie funkcji tarczycy. Ale już badanie ekg odpowie na pytanie, czy to jest rytm prawidłowy czy patologiczny. Jeżeli będzie potrzebna współpraca ze specjalistami, np. zlecenie badania echokardiograficznego, jest taka możliwość, np. w ramach opieki koordynowanej. Terminy badań nie są bardzo odległe.
A co robić, jeśli epizodycznie pojawiają nam się kołatania, czy jakaś niemiarowość o różnych porach dnia i nocy.
To jest duży problem. Jak objawy występują rzadziej niż raz na tydzień, szansa ich uchwycenia jest dosyć mała. Oczywiście trzeba dążyć do tego, że jeżeli jest taki napad, idziemy na SOR czy do lekarza rodzinnego, gdzie można wykonać ekg. Ale często pacjent z napadem jedzie do lekarza, a „choroba lekarza się boi”, zaburzenie rytmu przemija i nie można zarejestrować zaburzeń. My, lekarze, nie podejmiemy leczenia, np. lekami przeciw zaburzeniom rytmu, jeśli ich wcześniej nie zidentyfikujemy. Ale mamy pewne metody – jest np. badanie holterowskie, czyli aparat ekg zakładany na klatkę piersiową na dobę, a nawet kilka dni czy tydzień. Są też rejestratory zdarzeń, które można ze sobą nosić, gdzie po napadzie kołatania pacjent naciska przycisk i jest to rejestrowane. Aby leczyć, musimy ustalić co to za
zaburzenie rytmu, z czym dokładnie mamy do czynienia.
Czy zaburzenia rytmu można jakoś pogrupować? Jakie one mają wpływ na nasze samopoczucie i leczenie?
Najważniejsze jest to, aby ustalić czy te kołatania serca nakładają się na serce zdrowe czy na chore. Jeśli serce jest zdrowe tzn. prawidłowo zbudowane i dobrze się kurczące, a są jakieś dodatkowe skurcze, to nie mają one wpływu na długość życia, mają jedynie wpływ na jakość, bo pacjent to odczuwa. Jeśli ustalimy, że serce działa prawidłowo, kurczy się prawidłowo, to niewiele z powodu tych kołatań mu się może przytrafić. One nie zabiją tego człowieka, nie zdestabilizują. Ale żeby to ustalić, trzeba wykonać badanie ekg, badania z krwi i echo serca. Natomiast jeżeli występują zaburzenia rytmu u człowieka z uszkodzonym sercem, to ma to już duże znaczenie, bo może zdestabilizować krążenie, a groźne zaburzenia rytmu mogą to serce zatrzymać. To jest coś, co my w kardiologii nazywamy nagłą śmiercią sercową. Tego chcemy za wszelką cenę uniknąć, zmniejszyć to ryzyko.
A inny podział zaburzeń rytmu to taki podział tradycyjny na nadkomorowe zaburzenia rytmu serca, do których zaliczamy wspomniane już migotanie przedsionków oraz komorowe zaburzenia rytmu. Te nadkomorowe zwykle są mniej złośliwe, umiemy je okiełznać. Natomiast komorowe mogą być w swojej naturze złośliwe, jak utrzymują się dłuższy czas, mogą prowadzić do silnego osłabienia, niewydolności serca, a częstoskurcz komorowy może nawet doprowadzić do nagłego zatrzymania krążenia, czyli tej najgorszej sytuacji. Takie zdarzenia, jak ktoś np. idzie ulicą, przewraca się i ginie to zwykle są groźne komorowe zaburzenia rytmu serca, ale które wystąpiły na tle choroby, np. ostrego zawału serca. One nie występują w zdrowym sercu, serce musi być uszkodzone, żeby mogły zaistnieć i zdestabilizować krążenie. A w naszej szerokości geograficznej źródłem uszkodzenia serca jest miażdżyca. Nazywamy to chorobą wieńcową. Osoby, które mają rozwiniętą miażdżycę, są narażone na komorowe zaburzenia rytmu. Inaczej mówiąc, zazwyczaj jest pewne podłoże, z którego te groźne zaburzenia wynikają.
Zdiagnozowaliśmy zaburzenia rytmu serca, czy możemy jakoś się leczyć?
Tak i w tym zakresie kardiologia się niezwykle rozwija. Na banalne, ale uprzykrzające życie skurcze dodatkowe można zastosować dietę bogatą w magnez, elektrolity, dużo orzechów, warzyw, owoców, trochę ciemnej czekolady i jesteśmy wyleczeni. Czasem trzeba suplementować magnez, czasem stosować też beta-blokery – to leki, które można stosować latami bez groźnych konsekwencji dla krążenia i organizmu. Czasem są to leki antyarytmiczne, które pomagają utrzymać dobry rytm. Natomiast przy zaburzeniach takich jak migotanie przedsionków, musimy także rozrzedzić krew, żeby w sercu nie powstawały zakrzepy i nie było udaru. Czasem należy podać leki, które stabilizują rytm i powstrzymują migotanie. Umiemy też mechanicznie leczyć migotanie zabiegiem o nazwie ablacja -to prawdziwy przełom w leczeniu. Przy pomocy jednego przezskórnego zabiegu, wykonujemy małą dziurkę w skórze w pachwinie i wchodzimy do serca przez naczynia krwionośne bardzo cienkimi drucikami. Ciepłem albo zimnem odizolowujemy przedsionek od żródła migotanie przedsionków w żyłach płucnych. To powoduje, że migotanie nie nachodzi na serce. Skuteczność tego zabiegu nie jest 100 proc., ale u osób nieschorowanych i szczupłych, sięga nawet 80 proc. Zabiegi te uwalniają pacjentów na wiele lat od objawów, co wpływa pozytywnie na jakość życia. Ablacja jest zabiegiem szeroko dostępnym, w Białymstoku również, także w USK i jest wykonywana z dużym sukcesem. Także w innych zaburzeniach rytmu serca leki grają rolę, jest też stosowana ablacja. W ostatnich latach obserwujemy bardzo duże postępy w technologii i w skali świata miliony ludzi uwolniono od przykrych kołatań serca.
Co nam grozi, jak zbagatelizujemy zaburzenia rytmu serca albo nie zastosujemy się do zaleceń lekarza?
Można wiele stracić. Najczęstszą przyczyną utrzymującego się niemiarowego bicia serca jest właśnie migotanie przedsionków, które niestety grozi udarem niedokrwiennym mózgu. Mniej więcej 10 proc. pacjentów z nowo rozpoznanym migotaniem może w ciągu roku doznać udaru. Problem w tym, że my nie wiemy, który z tych pacjentów dostanie udaru, więc wszystkich trzeba leczyć rozrzedzeniem krwi przy pomocy tabletek. Krew musi być rzadka, żeby w obrębie serca w czasie migotania przedsionków, nie doszło do stworzenia zakrzepu. Zakrzep niestety może z prądem krwi dostać się do mózgu i spowodować udar. Po pierwsze więc przede wszystkim trzeba rozrzedzić krew, a druga rzecz – zahamować napady przy pomocy leczenia farmakologicznego lub ablacji. Czyli można naprawdę wiele wygrać. Poza tym serce, które bije długi czas niemiarowo i szybko, męczy się. I do objawów kołatania serca dojdzie spadek możliwości wykonywania wysiłku, może pojawić się duszność, dyskomfort w klatce piersiowej, lęk. Nie trzeba do tego dopuszczać, bo trudno w zaawansowanym stanie jest odwrócić bieg rzeczy, poprawić radykalnie rokowanie. Zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć, ale też leczyć na wczesnym etapie choroby niż na późnym.
Co możemy dla naszego serca zrobić, aby dobrze nam służyło przez wiele lat?
Sprawa zaczyna się w dzieciństwie, gdy mamy dobre wzorce od rodziców i prowadzimy higieniczny tryb życia. Człowiek powinien dbać o swój umysł i ciało równolegle. Czyli rośniemy, kształcimy się, ale też uprawiamy sporty, chodzimy na spacery, wspinaczki, pływamy – ruch to podstawa. Do tego prawidłowe żywienie i unikanie używek. Potem ludzie ogromnie żałują, jak palili papierosy 30 lat i efektem jest zawał serca czy rak płuca. Najlepiej nie zaczynać palić i nie pić zbyt dużo. Alkohol jest toksyczny dla krążenia. Ważne są też profilaktyczne badania. Mamy teraz program u lekarzy rodzinnych „Nasze zdrowie”, w którym każdy po 20. roku życia może się przebadać. Warto wiedzieć, nawet w młodym wieku, jaki ma się cholesterol, cukier, jakie tętno czy ciśnienie, aby móc zarządzać sobą i swoim zdrowiem. Gdy będziemy stosować się do tych zaleceń, organizm nam się odpłaci dobrym funkcjonowaniem i zdrowiem. A mamy tylko jeden organizm, nie psujmy go. To nasze dobro największe.
To jest też tak, że te profilaktyczne działania, aktywność ruchowa, odpowiednia dieta, badania profilaktyczne są mało spektakularne, wymagają codziennej żmudnej pracy. A kosmiczne metody lecznicze zawsze robią większe wrażenie.
Kluczem jest odrobina samodyscypliny. To trudne, ale nagroda jest warta tego. Naszym celem jest zdrowa starość i możemy ją dzięki temu osiągnąć. Młodości nie zatrzymamy, ale sprawność można zachować mimo bycia niemłodym. To cel każdego człowieka, pacjentów i lekarzy. Dbać o zdrowie należy dzień po dniu, to jest trudne, ale nagroda jest wartościowa. Mamy oczywiście skuteczne metody leczenia zawałów, jest plastyka wieńcowa. Ale to jest trochę jak z pięknym, ale przetartym obrusem – można jedną czy drugą dziurkę w nim zacerować, ale to już nigdy nie będzie piękny cały obrus. Ja nie mówię, że zawał jest dziś wyrokiem śmierci, absolutnie nie – można pacjenta solidnie podleczyć, „podreperować”, ale takie wydarzenia , jak zawał serca, to zawsze rzeczy przykre, groźne, stygmatyzujące, wpływające negatywnie na krążenie oraz psychikę człowieka. Są to rzeczy, których za wszelka cenę trzeba starać się uniknąć. Profilaktyka i leczenie mogą zmienić los człowieka w pozytywnym sensie.












