Bóle w klatce piersiowej fakty i mity
prof. Karol Kamiński
Gościem prof. Jana Kochanowicza był prof. Karol Kamiński, kierownik Kliniki Kardiologii, Chorób Wewnętrznych z Oddziałem Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku
Cykl audycji “Pytanie do specjalisty” powstał dzięki wsparciu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego w ramach zadań publicznych w sferze ochrony i promocji zdrowia na realizację w 2026 roku.
Pan profesor jest kardiologiem, kierownikiem Kliniki Kardiologii, Chorób Wewnętrznych z Oddziałem Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku, ponadto w Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku prorektorem do spraw medycyny prewencyjnej i otwartej nauki. Spotkaliśmy się, aby porozmawiać o bólu w klatce piersiowej – fakty i mity. Ale zanim przejdziemy do serca, takie pytanie: czym zajmuje się prorektor do spraw medycyny prewencyjnej i otwartej nauki? Nie jest to takie oczywiste. Mamy prorektora do spraw szpitali klinicznych, prorektora do spraw nauki, prorektora do spraw studentów, a tutaj?
A tutaj jest to trzecie zadanie Uniwersytetu Medycznego, jakim jest oddziaływanie na społeczeństwo. Czyli my nie możemy ograniczyć się tylko do uczenia naszych studentów, co oczywiście jest naszą podstawową działalnością. My musimy sprawić, aby nauka, którą tworzymy, oddziaływała na społeczeństwo. A w jaki sposób może oddziaływać nauka w zakresie nauk medycznych? Musi zapobiegać chorobom. Oczywiście my leczymy choroby w szpitalu, ale również przede wszystkim warto zwracać uwagę, że zapobieganie, czyli medycyna prewencyjna jest jeszcze ważniejsza. Nie poradzimy sobie jako społeczeństwo z tą ilością nowych przypadków chorób, jeżeli nie podejmiemy bardzo intensywnego działania w zakresie medycyny prewencyjnej. I właśnie dlatego rektor UMB stwierdził, że czas pokazać tutaj na uczelni, ale również innym, że ta medycyna jest tak niezwykle ważna, że ona musi zaistnieć, musi być widoczna. W tym samym czasie Senat Rzeczypospolitej Polskiej rok 2025 ustanowił rokiem edukacji zdrowotnej i prewencji. Sejm RP rok 2026 ustanowił rokiem prewencji. Czyli sami widzimy, że wszystkie
poważne instytucje, takie jak UMB, Sejm, Senat, wskazują na medycynę prewencyjną jako źródło postępu medycyny i źródło tego, żeby żyło nam się lepiej, żyło nam się dłużej. Drugi element stanowiska, czyli otwarta nauka, to jest to wszystko co nauka, naukowcy mogą dać społeczeństwu, a co nie jest związane z komercjalizacją, czyli właśnie edukacja, współdziałanie na różnych forach po to, aby poprawić dobrostan naszego społeczeństwa: dobrostan zdrowotny, dobrostan psychiczny. Mamy tych działań bardzo dużo, z urzędem miasta, z innymi uniwersytetami, po to, aby żyło się nam lepiej, dzięki wynikom naszych badań, które prowadzimy na UMB. Jednym z takich ważnych projektów, które prowadzimy, który w dużym stopniu przekłada się na wiedzę o stanie zdrowia Białostoczan, jest projekt Białystok Plus, w którym przebadaliśmy już ponad 3,5 tysiąca osób. Wszystkim, którzy się do nas zgłosili, zareagowali na nasze zaproszenie bardzo serdecznie dziękuję. Dzięki temu widzimy, jak zmienia się stan zdrowia mieszkańców, jakie zagrożenia będziemy mieć w kolejnych latach. Od roku prowadzimy ponowne badanie uczestników, którzy byli u nas w 2019 i 2020 roku. Już prawie 600 osób zostało przebadanych. Prosimy, aby osoby, które otrzymają ponowne zaproszenie, zgłaszały się do nas. To
ponowne badanie odbywa się teraz w zupełnie nowym ośrodku, są tam nowe, wspaniałe warunki. Natomiast jakość tych badań jest równie wysoka, jak była poprzednio. Nowością jest to, że badamy również dzieci naszych uczestników. Już ponad sześćdziesięcioro dzieci w wieku 11-16 lat przebadaliśmy. Kolejne dzieci zapraszamy sukcesywnie w stosunku do tego, kiedy ich rodzice byli u nas badani. Liczymy, że przebadamy około 500 – 600 dzieci Białostoczan i będziemy wiedzieli, jakie zagrożenia zdrowotne są przed nami, co jest problemem także wśród naszego młodszego pokolenia. No i nie ukrywamy, że liczymy na to, że osoby, które do nas przyjdą, dowiedzą się więcej i będą chciały żyć zdrowiej, a także będą chciały oddziaływać na swoich bliskich i promować ten zdrowy styl życia w Białymstoku.
Jesteśmy jako Białostoczanie zdrowi? Co nam dokucza, czy już są jakieś pierwsze wnioski z prowadzonych badań?
Oczywiście mamy wniosków bardzo dużo. Możemy mówić o sukcesach, chociażby to, że jeszcze kilka lat temu mówiono, że mniej więcej tylko jedna trzecia osób z nadciśnieniem jest leczona, a jedna trzecia z tej jednej trzeciej jest leczona skutecznie. Teraz wiemy, że ponad połowa naszych uczestników, którzy mieli
nadciśnienie, wiedziała, że to nadciśnienie ma i je leczyła, więc to jest naprawdę dobra wiadomość, że ta skuteczność jest znacząco wyższa niż jeszcze kilka- kilkanaście lat temu. Natomiast widzimy też, że epidemia problemów związanych z otyłością niestety narasta i to narasta bardzo szybko. W ciągu ostatnich 5 lat, kiedy prowadziliśmy na nasze badania, widzimy, że już w ostatnim roku ten odsetek osób z problemami związanymi z otyłością, czyli ze stanem przedcukrzycowym, cukrzycą, nadciśnieniem, jest wyższa niż było to 5 lat temu. I dlatego właśnie musimy działać. Musimy oddziaływać na społeczeństwo, musimy edukować, musimy działać w zakresie medycyny prewencyjnej, żeby zapobiegać chorobom, które będą się rozwijać.
Profilaktyka jest mało taka spektakularna, bo ona wymaga od nas codzienności i takiej wytrwałości, powtarzalności, dbania o swoje zdrowie. Natomiast my lubimy takie medialne leczenia, spektakularne, bardzo drogie, które są mniej efektywne, bo one leczą punktowo.
Leczą też często, kiedy już się dokonały szkody, więc lepiej byłoby zapobiegać. Oczywiście bardzo trudno jest myśleć o tym, co będzie za lat 5, 10 czy 15. Jako ludzie mamy naszą perspektywę ograniczoną do tego, co widzimy. Trudno leczyć się wtedy, kiedy nas nic nie boli, czyli zapobiegać właśnie, żeby nie zaczęło boleć. Natomiast ja wierzę, że nawet niewielkie zmiany w tym, co robimy, mogą przekładać się na znaczącą poprawę naszego stanu zdrowia za kilka-kilkanaście lat. To, że wejdziemy w nawyk chodzenia pieszo do pracy, że naszym nawykiem będzie wyprowadzanie psa 2 razy dziennie, to że zamiast kupować torebkę chipsów, kupimy torebkę orzechów albo paczkę marchewek, że zamiast palić papierosy pójdziemy na spacer, że zamiast zjeść coś słodkiego, zapychającego zjemy jakieś warzywa. To
nie jest coś, co się zmienia w ciągu jednego dnia, łatwiej zmieniać nasze nawyki, które są krótsze. Natomiast nawyki, które się utrwalały przez 30-40 lat, są trudne. W związku z tym małym krokiem, ale codziennie, powinniśmy zwracać uwagę na jakieś lepsze zachowanie i powinniśmy się nagradzać za to. Czyli krótko mówiąc wiedzieć, że to co robimy, robimy dla siebie, robimy, żeby być zdrowsi.
Nadciśnienie, otyłość, stan przedcukrzycowy albo zaburzenia gospodarki węglowodanowej i lipidowej – te dolegliwości wszystkie mają wpływ na serce i to jest chyba dobry moment, żebyśmy w naszej rozmowie przeszli do pytania o bóle w klatce piersiowej. Czy bać się tego bólu?
Oczywiście my się boimy bólu w klatce piersiowej związanego z chorobą serca. Jest to bardzo rozsądne, bo są to bóle, które często zagrażają bezpośrednio życiu. Natomiast pamiętajmy o tym, że bóle w klatce piersiowej mogą mieć szereg różnych przyczyn i bóle związane z chorobą serca są tylko jednym z wielu,
ale nawet nie najczęstszym bólem. Bardzo istotne jest, abyśmy pamiętali o tym, że serce nie boli tam, gdzie serce leży. Serce boli tam, gdzie się rozwijało w rozwoju embrionalnym, czyli dolegliwości, które są w okolicy przedsercowej, czyli tam, gdzie czujemy, że serce nam bije, zazwyczaj nie są związane z chorobą serca. Dużo częściej bóle, które są za mostkiem, które promieniują do szyi, które z okolicy mostka promieniują do lewej ręki, czy też promieniują do nadbrzusza, są to te bóle, które częściej są związane z chorobą serca. Po drugie, choroba wieńcowa nie jest jedyną przyczyną bólu w klatce piersiowej. Mamy również inne poważne przyczyny, takie jak zatorowość płucna, czy tętniak rozwarstwiający aorty, które mogą dawać bóle i też są bardzo groźnymi chorobami. Bóle w klatce piersiowej są sytuacją, której nie należy lekceważyć, ale pamiętajmy o tym, że tak naprawdę najczęściej są one związane z chorobami kręgosłupa. Są tak zwane neuralgie, są zapalenia chrząstki, zapalenia nerwu, zapalenia mięśni, które dają bóle, które częściej wiążą się z fazą oddechową, czyli wtedy, kiedy nabieramy powietrza albo zmieniamy pozycję, nasilają się. Bóle związane z sercem raczej nasilają się przy wysiłku lub też czasami zdarza się, że w spoczynku. Mamy również w tej okolicy żołądek. Ten żołądek, przełyk, również może dać bóle w klatce piersiowej. Mamy również płuca, drogi oddechowe i takie choroby jak zapalenie płuc, zapalenia opłucnej, również mogą dawać bóle w klatce piersiowej. W związku z tym tych przyczyn jest wiele, nie należy ich lekceważyć i warto porozmawiać z lekarzem,
jeżeli kogoś bóle te niepokoją.
Z naszymi dolegliwościami w klatce piersiowej byliśmy u lekarza rodzinnego, który po ocenie i wykonaniu badań stwierdził, że jednak jest duże podejrzenie, że są to dolegliwości bólowe sercopochodne. Pacjent wybiera się do kardiologa na konsultację. Co go tam czeka? Jak wygląda wizyta i czego można się spodziewać? Jak się przygotować, aby ta wizyta nie była obarczona stresem?
Świetne pytanie, bo bardzo ważne jest, aby pacjent przychodzący do każdego lekarza, a już w szczególności do specjalisty, zabrał ze sobą wszystko, co dotyczy jego stanu zdrowia, czyli listę leków które przyjmuje lub przyjmował, a także wyniki wykonanych badań, niezależnie od jakiego lekarza. Czasami nie łączymy różnych schorzeń, a dla lekarza specjalisty wyniki badań mogą się przydać. Np. byliśmy u endokrynologa, zrobiliśmy hormon tarczycy i kardiolog też chętnie te wyniki zobaczy. Ważny jest też wywiad rodzinny, czyli to czy ktoś w rodzinie chorował na serce, udar mózgu, nadciśnienie, inne schorzenia. To jest bardzo istotne, bo my w momencie, kiedy zbieramy wywiad, kiedy rozmawiamy z pacjentem, staramy się ustalić, jakie jest prawdopodobieństwo, że te dolegliwości wynikają z choroby
serca. Robimy to na podstawie wyników badań i jeżeli będziemy je mieć, to wtedy szybciej będziemy w stanie prawidłowo ocenić to ryzyko na podstawie EKG, echa serca czy testu wysiłkowego. Tylko nie u każdego te badania są równie swoiste, równie czułe, czyli nie są w stanie tak samo wykryć chorobę. Np. u kobiet w średnim wieku mamy bardzo często nieswoiste wyniki testu wysiłkowego, w związku z powyższym w tej grupie osób raczej nie jest to optymalna metoda i jeżeli mamy wysokie prawdopodobieństwo choroby, staramy się raczej iść w kierunku badań obrazowych, takich jak echo, tomografia komputerowa, czy też angiografia naczyń wieńcowych. Bardzo ważny jest także opis charakteru dolegliwości. Postarajmy się przemyśleć, kiedy mnie boli, kiedy te bóle się pojawiają, co je powoduje, po czym one ustępują, czy są jakieś rzeczy, które powodują ich nasilenie. Bo ból występujący głównie przy wysiłku, zamostkowy, o charakterze gniecenia, pieczenia, promieniujący do żuchwy lub lewej kończyny górnej, ustępujący w spoczynku, to jest to, co nam mówi, że jest duże prawdopodobieństwo bólu pochodzenia wieńcowego i taki pacjent wymaga pilnej diagnostyki. W innych sytuacjach ta diagnostyka może być opóźniona albo przyspieszona na postawie oceny ryzyka, czyli
współobecności nadciśnienia, cukrzycy, hiperlipidemii, wywiadu rodzinnego. Te wszystkie informacje, o które będzie pytał lekarz, to nie jest jego ciekawość, tylko próba oceny, z jakim prawdopodobieństwem te dolegliwości są groźnymi, jak szybko należy podjąć dalsze decyzje, czy od razu włączać leczenie, czy można z tym poczekać. Bo pamiętajmy, każde leczenie, które włączamy, ma swoje działanie niepożądane, czyli owszem, możemy chcieć wcześniej włączyć np. aspirynę, ale ta aspiryna może spowodować wrzody żołądka, może spowodować krwawienie i niestety u pewnej grupy osób może spowodować chorobę. W związku z tym my włączamy tylko wtedy leczenie, kiedy uważamy, że jest to usprawiedliwione prawdopodobieństwem wystąpienia takiej choroby.
Wspomniał pan profesor o badaniach inwazyjnych, jak koronografia. Z czym to się wiąże, jakie są wskazania i kiedy takie badanie może by zalecone?
Nasi pacjenci mają bóle w klatce piersiowej, ale czasami też mają inne dolegliwości, które mogą być wywołane chorobą wieńcową – na przykład duszność czy bóle brzucha. Natomiast jeśli my na podstawie całej oceny stwierdzamy, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że przyczyną tych dolegliwości są zmiany naczyń wieńcowych, że tętnice wieńcowe, które są takimi przewodami paliwowymi, doprowadzającymi do serca krew są pozatykane, przez co to serce nie dostaje wystarczająco dużo paliwa, czyli krwi i zaczyna się dusić, krztusić i boleć, to wtedy decydujemy o diagnostyce obrazowej. Osoby z mniejszym prawdopodobieństwem kierujemy wtedy na tomografię komputerową, a osoby z wyższym prawdopodobieństwem – na angiografię naczyń wieńcowych czyli koronarografię po to, aby można było od razu nawet poszerzyć te tętnice i to zwężenie od razu usunąć. Niestety niekiedy zdarza się tak, że te tętnice są bardzo mocno zwężone i nie ma możliwości usunięcia tego przy pomocy zabiegów przezskórnych, czyli poszerzenia tych tętnic i wówczas należy operować. Pocieszę jednak, że w tej chwili
ponad 30% osób, u których wykonujemy koronarografię, są to osoby, które nie mają istotnej zmiany naczyń wieńcowych, więc nie każde skierowanie na koronarografię wiąże się z tym, że na pewno będzie wykonana angioplastyka albo by-pasy. Natomiast trzeba pamiętać, że to jest badanie inwazyjne. W
związku z tym mogą wystąpić powikłania. Może dojść do uszkodzenia tętnicy, przez którą się wkłuwamy najczęściej jest tętnica promieniowa, czyli w ręce idąca do dłoni. Może to być uszkodzenie dużego naczynia, jak aorty albo nawet tętnicy wieńcowej. Bardzo rzadko się zdarza, to jest jeden przypadek na kilka tysięcy osób, ale trzeba o tym pamiętać. Może być uczulenie po kontraście, uszkodzenie funkcji nerek pokontrastowe. To jest badanie obciążające, dlatego nie robimy tego u każdego, tylko u takich osób, u których mamy wystarczająco wysokie prawdopodobieństwo, że te dolegliwości mają rzeczywiście przyczynę wieńcową.
Powiedzieliśmy o leczeniu interwencyjnym, zabiegowym. A czy jest szansa na leczenie farmakologiczne? Owszem, chciałoby się powiedzieć, że najlepiej byłoby nie dopuścić do tych zmian, czyli pomyśleć kilkadziesiąt lat wcześniej o tym naszym sercu, ale niestety, to zawsze jest naszym priorytetem życiowym. Tak jak powiedziałem, ponad 30% osób ma zmiany nieistotne, które nie wymagają leczenia zabiegowego. Tam pozostawiamy leczenie farmakologiczne. W pozostałej grupie leczenie farmakologiczne jest absolutną podstawą. Bez leczenia farmakologicznego nie ma sensu wykonywać leczenia zabiegowego, bo
jeżeli nie będziemy leczyć się lekami doustnymi, to te zwężenia szybko nawrócą, a kolejne zabiegi będą naprawdę bardzo, bardzo trudne. W związku z tym leczenie farmakologiczne, czyli tabletkami, jest podstawą, natomiast ponad to możemy u części osób wykonywać zabiegi, które spowodują, że dolegliwości nie będą nawracać, że ryzyko zawału, ryzyko udaru, czy niewydolności serca się zmniejszy. Także te leczenie zabiegowe jest takim dodatkiem do podstawowego leczenia farmakologicznego. Ale również leczenie farmakologiczne jest uzależnione w dużej mierze od tego, co my widzimy w badaniach obrazowych, czyli w angiografii albo w tomografii komputerowej, bo wtedy, jeżeli zobaczymy, że są blaszki miażdżycowe, to być może będziemy musieli bardziej intensywnie obniżać cholesterol, włączyć w aspirynę. Jeżeli zobaczymy, że nie ma blaszek, ale mamy skurcz naczynia, to inne leki włączymy po to, aby zmniejszyć niedokrwienie, które ma inną przyczynę niż zwężenie związane z blaszką miażdżycową. Także koronarografia czy tomografia komputerowa jest elementem kwalifikacji do leczenia zabiegowego,
ale również jest elementem kwalifikacji do optymalnego leczenia farmakologicznego.
Jaka jest szansa, jakie jest rokowanie, że leczenie, jeśli zastosujemy się do zaleceń specjalisty, nam pomoże, że choroba serca będzie nie będzie postępować?
Trudno tu odpowiedzieć, bo każdy pacjent ma swoją charakterystykę, różne cechy, które warunkują jego rokowanie. Natomiast można powiedzieć tak – 25 lat temu większość zawałów występowało u osób, które już były po zawale albo już się leczyły na chorobę serca. W związku z tym myśmy byli przyzwyczajeni do tego, że jak pacjent ma zawał, to będzie miał następny. Teraz to się zmieniło kompletnie – w tej chwili trzy czwarte zawałów to są zawały u pacjentów, którzy wcześniej nie mieli choroby serca. Mało tego, pacjenci po zawale żyją dłużej, czyli można powiedzieć, że czasami zawał czy też choroba serca, którą znajdujemy, jest takim błogosławieństwem w przebraniu, bo pozwala nam włączyć leczenie i zmniejszyć ryzyko, którego pacjent wcześniej nie był świadomym. Ale niestety trzeba to też jasno powiedzieć, że przeciętnie pięcioletnie ryzyko pacjenta po zawale w Polsce szacuje się na około 20%, czyli jest duże. Co nie zmienia faktu, że o ile nie mamy poważnych genetycznych obciążeń, to jeżeli będziemy przestrzegali zaleceń zarówno farmakologicznych, jak i niefarmakologicznych, to tak naprawdę możemy często zredukować to ryzyko do wartości niewiele wyższej niż u osób w podobnym wieku, które nie mają tej choroby.
Profilaktyka i leczenie nie jest naszą najmocniejszą stroną, zignorowaliśmy wszystkie zalecenia. Co nam grozi?
Bywa, że pacjent z rozpoznaną chorobą wieńcową, który przeszedł skuteczne leczenie interwencyjnie: by-passy lub plastykę wieńcową, po jakimś czasie stwierdza że czuje się świetnie, więc po co ma brać leki. Niestety, około połowy tego typu osób wraca do nas w ciągu najbliższych kilku lat, a jedna czwarta do nas nie wraca i odchodzi jeszcze przed przybyciem do szpitala, ponieważ bardzo często w sytuacji, kiedy odstawiamy leki wcześnie po zawale, po interwencji, może dojść do nagłego zgonu sercowego w wyniku nagłego zamknięcia. Czyli takiego zawału, kiedy pacjent nie zdąży nawet dojechać do szpitala. I to jest niestety nadal bardzo duży problem, ta śmiertelność przedszpitalna, czyli zanim pacjent zdąży wezwać pomoc, zanim zdąży do niego dojechać karetka. W związku z tym szczególnie te osoby, które wiedzą, że mają chorobę wieńcową, są po interwencjach wieńcowych, muszą szczególnie przestrzegać zaleceń, a już absolutnie szczególnie w ciągu pierwszego półrocza, bo jest ten moment, kiedy te wszystkie nasze interwencje się goją i wówczas bez leczenia one generują dużo wyższe ryzyko niż przed leczeniem. Przez te pierwsze pół roku jest to kluczowe, żeby trzymać się dokładnie zaleceń. Później też jest to ważne, bo inaczej te osoby zazwyczaj do nas wracają, a czasami nawet nie są w stanie wrócić. Natomiast dzięki przestrzeganiu leczenia, pacjenci zmniejszają ryzyko i dają sobie drugą szansę na długie życie.
To jest troszeczkę tak jak w meczu piłkarskim: zawodnik, który dostaje żółtą kartkę, czyli pierwsze symptomy choroby niedokrwiennej, musi zacząć uważać. Musi zacząć dbać o siebie, ponieważ druga żółta kartka kończy się kartką czerwoną i się meczu nie dokończy.
Tak, na szczęście w tej chwili nasze nowoczesne metody diagnostyki i leczenia choroby wieńcowej pozwalają nam dostać więcej niż dwie żółte kartki. Aczkolwiek życie nie jest sprawiedliwe i niektórzy już po pierwszej żółtej kartce muszą zejść z boiska. Natomiast rzeczywiście, to jest ostrzeżenie: weź się za siebie, zrób coś ze sobą. Kiedy dochodzi do zdarzenia typu zawał, jest to szansa na przemyślenie swojego życia, swojego postępowania. Ze swojego doświadczenia klinicznego powiem, że osoby, które przeszły zawał dużo łatwiej rzucają palenie niż inne. A to jest najlepsze leczenie zawału – mamy o połowę większą szansę na przeżycie jeżeli rzucimy palenie. Natomiast trudniej rzucić palenie osobom, które mają małe objawy, nie było zawału, nie przywitały się ze świętym Piotrem i nie wróciły z powrotem. Ale te osoby, które miały już takie przeżycie bardzo dogłębne, to rzeczywiście, są zmotywowane, żeby tej drugiej żółtej kartki unikać.
Najlepiej chyba mają te osoby, które w ogóle nie zaczęły palić. A czy możemy jakoś receptę dać dla naszych słuchaczy, jak się zdrowo prowadzić, aby kardiolog był bezrobotny?
Po pierwsze nikt nie da gwarancji na nic. Niestety producent tego modelu, o którym tu mówimy, jest gdzie indziej. My jesteśmy tylko mechanikami i nie jesteśmy w stanie dać żadnej gwarancji. Są sytuacje, w których obciążenie genetyczne, inne inne problemy, czasami infekcje prowadzą do takich powikłań, które mimo wszystko doprowadzą do choroby serca lub też choroby naczyń czy też udaru mózgu. Ale możemy zmieniać swoje prawdopodobieństwo. Wychodzimy z pewnego poziomu, który dają nam rodzice w genach i możemy to ryzyko zwiększyć lub zmniejszyć. Żeby zmniejszyć ryzyko przede wszystkim powinniśmy unikać groźnych zachowań dla zdrowia, jak palenie tytoniu lub też używanie nikotyny w innych w innych formach, bo e-papierosy czy nikotyna stosowana bezpośrednio też są szkodliwe. Kolejny aspekt to jest kwestia odżywiania, czyli powinniśmy odżywiać się rozsądnie, unikając produktów wysokoprzetworzonych, stosować dietę bogatą w warzywa, przede wszystkim o niskim indeksie glikemicznym. Polecam wszystkim stronę Instytutu Żywności i Żywienia. Tam jest dużo materiałów, dużo przepisów, jak się zdrowo odżywiać. Trzecia komponenta to oczywiście aktywność fizyczna. Człowiek nie jest stworzony do siedzenia, ale do aktywności fizycznej, tak ewoluowaliśmy i do tego nasze narządy są przystosowane, w związku z tym powinniśmy podejmować aktywność fizyczną w stopniu dostosowanym do naszych możliwości. To znaczy osoba osiemdziesięcioletnia z chorobą stawów nie będzie miała tak samo aktywności jak dwudziestolatek. Ale w każdym wieku można prowadzić aktywność fizyczną, która będzie zmniejszała ryzyko sercowo-naczyniowe, ale również inne ryzyko. I ostatni element, to nasze zdrowie psychiczne, zdrowie społeczne. Człowiek nie jest samotną wyspą, każdy z nas jest osadzony w pewnej społeczności i to jest bardzo istotne, żeby się dobrze czuć ze sobą, dobrze się czuć ze swoimi najbliższymi, bo to otoczenie, które wokół nas jest, wpływa na nas również bardzo mocno i ten stres, te obciążenia, które są związane z pracą, z rodziną, też wpływają na nasz organizm i one również sprzyjają występowaniu różnych schorzeń, nie tylko chorób serca. Ten element psychospołeczny jest również ważny, często zapominany, czasem pomijany. Np. depresja jest dużym czynnikiem choroby wieńcowej, o którym rzadko się mówi. W związku z powyższym pamiętajmy o tym, żeby dbać nie tylko o zdrowie fizyczne, ale również psychiczne.
Pominął pan taką jedną używkę, która w naszym społeczeństwie jest bardzo popularna, a jest wiele kontrowersji na jej temat. Kiedyś kardiolodzy zalecali, potem nie, albo tylko ograniczone ilości. Jak tak naprawdę panie profesorze z tym alkoholem jest, czy to czerwone wino jest dobre czy jednak nie?
Każda ilość spożywanego alkoholu jest szkodliwa. Tylko różna ilość jest w różnym stopniu szkodliwa jeżeli chodzi o wątrobę, nowotwory, choroby serca. Jeżeli chodzi o choroby serca, alkohol zasadniczo jest toksyną, jest trucizną, która powoduje zwiększenie ryzyka nadciśnienia, ryzyka chorób serca i naczyń. W tych ilościach, które są spożywane w naszym społeczeństwie, czyli takie wiaderko spirytusu rocznie na każdego z nas, łącznie z niemowlakami, to bezwzględnie jest to ilość szkodliwa. My oczywiście widzimy, że w pewnych społecznościach spożywanie alkoholu jest związane z dłuższym życiem, ale to jest właśnie ta społeczna rola alkoholu, gdzie w pewnych miejscach, na pewnych wyspach, gdzie dieta idzie w parze z niewielką ilością wina, wiąże się to z mniejszym ryzykiem. Natomiast chciałbym te mity dotyczące alkoholu rozwiać. Wiadomość jest zła dla wszystkich miłośników alkoholu. Każda ilość alkoholu jest szkodliwa. Natomiast musimy sobie sami odpowiedzieć, czy ta ilość, którą my spożywamy w bezpośredni sposób uszkadza nasze serce, ale również uszkadza nasze więzi społeczne, czy pomaga nam być wspólnie z naszymi przyjaciółmi, bliskimi czy też wręcz przeciwnie, generuje dodatkowy stres, generuje dodatkowe napięcie i generuje właśnie ten problem społeczny. Alkohol jest szkodliwy z punktu widzenia układu sercowo-naczyniowego, a w niektórych chorobach jest ich główną przyczyną. Mamy taką chorobę – kardiomiopatia alkoholowa, w której zaprzestanie picia alkoholu z dużym, czterdziestoprocentowym prawdopodobieństwem, pozwala na poprawę funkcji serca. Niestety w 60 procentach to serce jest już uszkodzone nieodwracalnie i nawet może prowadzić do zgonu.
Panie profesorze, młodzież w dzisiejszych czasach ma różne wynalazki, musi wszystkiego spróbować. Trafiły do nas narkotyki, trafiły dopalacze, a w formie takiej „lajtowej” – energetyki. Jak te używki wpływają na serce?
Niestety te wszystkie używki są bardzo szkodliwe dla serca. Mają różny mechanizm działania niepożądanego. Część z nich, takich jak energetyki, jak tzw. speedy z grupy metamfetaminy, jak substancje z grupy kokainy, mogą powodować zaburzenia rytmu, a nawet zawał serca związany ze skurczem naczynia. Nie tak całkiem rzadko zdarzają się młodzi ludzie, którzy trafiają do nas z zawałem serca wywołanym właśnie narkotykami lub tymi substancjami psychoaktywnymi. Jeżeli chodzi o
energetyki, młodzi, niestety, spożywają je w dużych ilościach i to przyczynia się zarówno do zaburzeń rytmu, jak i rozwoju nadciśnienia tętniczego. To są te używki, które wydają się być łagodne, ale niestety łagodne nie są, często ilość tych substancji, które są w energetykach spożywane, nawet kofeiny, są tak olbrzymie, że nam się w głowie nie mieści, kiedy sobie to podliczymy. Podobnym problemem są e-papierosy, kiedy ilość nikotyny wypalanej w pojedynczym e-papierosie często przekracza ilość nikotyny zawartej w całej paczce papierosów. W związku z tym nic dziwnego, że ona daje jeszcze więcej działań niepożądanych, związanych chociażby zaburzeniami rytmu czy też z uszkodzeniem serca. Wszystkie używki, narkotyki, mogą powodować uszkodzenie serca i niestety mogą powodować uszkodzenie serca nagłe, łącznie z nagłym zgonem.












