Leczenie sanatoryjne
dr Mariusz Ciołkiewicz
Gościem prof. Jana Kochanowicza był dr Mariusz Ciołkiewicz z Kliniki Rehabilitacji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
Cykl audycji “Pytanie do specjalisty” powstał dzięki wsparciu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego w ramach zadań publicznych w sferze ochrony i promocji zdrowia na realizację w 2026 roku.
Jest pan specjalistą chorób wewnętrznych, kardiologiem i balneologiem. Czym jest balneologia?
Balneologia polega na zastosowaniu różnych środków naturalnych jak woda, solanki, gazy, czy peloidy, które działają zarówno miejscowo i mają za zadanie wpłynąć na zdolności adaptacyjne organizmu, zadziałać jako taki bodziec, który wyrwie organizm z pewnej równowagi i żeby jako przeciwdziałanie temu bodźcowi organizm ustawił się w tej nowej równowadze, a przez to zmobilizował siły wewnętrzne, przez co wzrośnie odporność, może zwiększyć się wydolność fizyczna. W ten sposób naturalnymi środkami można wspomóc organizm w zdrowieniu.
Przeszliśmy na tryb chemii, stosujemy głównie tabletki, a kilkadziesiąt czy kilkaset lat wcześniej to terapie naturalne, bodźcowe dominowały w leczeniu. Podróże do wód, zmiany klimatu były zalecane w terapii różnych chorób. Czy balneologia to nie jest właśnie taki archaiczny sposób leczenia?
Może tak być postrzegany, ale jak popatrzymy na człowieka i medycynę całościowo, że jesteśmy często zestresowani, przebodźcowani nadmiarem informacji, w jakiś sposób tryb życia jest naturalnie niezdrowy, bo jesteśmy stworzeni do ruchu a coraz częściej pracę mamy siedzącą, a do poruszania się w poziomie służy samochód, a w pionie winda, to takie wyrwanie z tej rutyny w taki zdrowy sposób, zmusi organizm do uruchomienia swoich zdolności adaptacyjnych. W sanatorium są przy tym często turnusy wspomagające zmianę stylu życia, zmianę diety, zwiększenie aktywności fizycznej. Jest też klimat, który ma w pozytywny sposób wpływać na układ nerwowy: wyciszać układ współczulny, pobudzać przywspółczulny. Czyli leczenie sanatoryjne nie zamiast leczenia, ale jako dodatek do leczenia. W balneologii stosuje się np. kąpiele kwasowęglowe, w ciepłej wannie z wodą przesyconą dwutlenkiem węgla, który wchłania się przez skórę, rozszerza naczynia i obniża ciśnienie. Nie jest to stosowane zamiast leków, ale jako dodatek do leczenia, ale po takim turnusie sanatoryjnym zdarza się, że dawki leków u pacjenta można zmniejszyć.
Leczenie sanatoryjne i leczenie balneologiczne – czy to zamienniki czy coś innego?
Leczenie sanatoryjne jest usystematyzowane. Można pojechać do sanatorium, gdzie turnus zwykle trwa 21 dni i pacjent ponosi częściową odpłatność za nocleg i wyżywienie. W cięższych przypadkach można pojechać do szpitala uzdrowiskowego, jest się wtedy na zwolnieniu i terapia w całości finansowana jest przez płatnika, czyli NFZ lub ZUS.
Z kolei balneologiczne leczenie koncentruje się na wykorzystaniu naturalnych substancji. Nie trzeba jechać do sanatorium, można sobie kupić np. borowinę w aptece i samemu nałożyć.
Jakie sanatoria mamy w woj. podlaskim? Mimo że jesteśmy rejonem Zielonych Płuc Polski, nie jesteśmy zagłębiem uzdrowiskowym.
Nie mamy też klimatu stricte uzdrowiskowego jak nad morzem czy w górach. W naszym regionie mamy sanatoria w Supraślu i Augustowie. W Supraślu profile leczenia to pulmonologia, laryngologia, kardiologia, ortopedia, reumatologia, w Augustowie: choroby naczyń obwodowych, reumatologia, ortopedia i osteoporoza.
Mamy różne schorzenia i sanatoria im dedykowane. Jak to wygląda, można pogrupować te możliwości terapii?
Jeżeli pacjent cierpi na choroby płuc czy alergiczne bardzo dobrze może wpłynąć na niego mikroklimat górski, gdzie zawartość alergenów jest dużo mniejsza niż w nizinnym klimacie. Klimat morski też jest tu wskazany. Na stronie NFZ można znaleźć całą listę sanatoriów, jest ich obecnie 47 w Polsce, i ich profile. Gros kuracjuszy to pacjenci urazowo-ortopedyczni, czyli po urazach, operacjach, z chorobami reumatologicznymi, ale mamy też sanatoria dedykowane do chorób płuc, schorzeń kardiologicznych, przewodu pokarmowego czy schorzeń uroginekologicznych.
Kto może skierować do sanatorium i czy trzeba spełnić jakieś wymogi?
Do sanatorium w ramach NFZ kieruje lekarz ubezpieczenia zdrowotnego, może to być lekarz rodzinny albo specjalista. Żeby zostać skierowanym do sanatorium trzeba mieć wskazania, czyli chorobę, która pokrywa się z profilem danego uzdrowiska i nie wolno mieć przeciwwskazań. Jedno ze sztandarowych przeciwwskazań to choroba nowotworowa do roku od wyleczenia, a w niektórych przypadkach, jak rak nerki, czerniak czy chłoniaki, nawet do 5 lat od wyleczenia. Wynika to z tego, że sanatorium działa bodźcowo i ono może nieswoiście pobudzić rozrost choroby. Poza wskazaniami i brakiem przeciwwskazań, w sanatorium pacjent powinien być też zdolny do samoobsługi, co nie jest już wymogiem w szpitalu uzdrowiskowym.
Czy oprócz leczenia na NFZ, można uzyskać skierowanie do sanatorium w inny sposób?
Tak jest jeszcze inna droga, jeśli jest się osobą aktywną zawodowo, z powodu schorzenia np. zawału, urazu czy wypadku, uniemożliwiającego potencjalnie wykonywanie zawodu, w ramach prewencji rentowej, ZUS może skierować na leczenie sanatoryjne. ZUS ma podpisane umowy z różnymi ośrodkami w kraju, także sprofilowane, np. kardiologiczną czy narządu ruchu. Lekarz specjalista wypełnia wtedy specjalny druk dotyczący skierowania do sanatorium, ten druk trzeba zanieść do ZUS-u wraz z dokumentacją medyczną i lekarz orzecznik decyduje, czy się należy takie leczenie i wystawia skierowanie. Zwykle turnusy są tu nawet dłuższe niż przy leczeniu sanatoryjnym w ramach NFZ. Analogicznie wygląda sytuacja u osób ubezpieczonych w KRUS.
A czy możemy sami wyjechać do sanatorium i zapłacić za pobyt?
Tak, pewne sanatoria działają komercyjnie. Zwykle turnusy takie związane są propagowaniem zdrowego stylu życia, dietą. Takie pobyty można sobie wykupić.
Jakie zabiegi są najpopularniejsze w poszczególnych sanatoriach?
Np. w Busku Zdroju bardzo popularna jest kąpiel siarczkowo-siarkowodorowa. Ta metoda polega na kąpieli, podczas której składniki siarkowe przenikają przez skórę, działając przeciwzapalnie, przeciwbólowo. Często stosowane są u pacjentów z łuszczycą, są też skuteczne w bólach stawów. A jak pacjent cierpi na łuszczycowe zapalenie stawów, to taka kąpiel działa i na skórę, i na stawy. Minus jest jeden – są to kąpiele o niezwykle intensywnym zapachu zgniłego jajka, co niektórym pacjentom przeszkadza, ale można się zaadaptować do tego i zapach po pewnym czasie już nie przeszkadza, a pozytywne efekty kąpieli jednak przeważają.
Solec Zdrój też słynie z tych kąpieli siarkowodorowych. Jakie inne zabiegi są popularne?
Bardzo popularne są tzw. peloidy, tu sztandarowym zabiegiem jest borowina. Peloidy to substancje organiczne albo nieorganiczne, po grecku to słowo oznacza „błoto”. Są to substancje, które wymieszane z wodą długo trzymają ciepło i bardzo powoli je oddają. Podgrzewane do 50 stopni C, zaizolowane od zewnątrz, aby oddawały to ciepło w kierunku ciała, nie parzą, ale powodują delikatne przegrzanie tkanek, działając przeciwzapalne, przeciwbólowo, zwiększając elastyczność różnych struktur: mięśni, więzadeł, trochę też powodując rozszerzenie naczyń.
Dodatkowo borowina jako peloid organiczny, czyli takie torfy, które gniły dziesiątki tysięcy lat bez dostępu tlenu, zawiera szereg innych substancji czynnych jak kwasy humusowe, bituminy, fitoestrogeny. Te substancje jak wchłoną się przez skórę, mogą też działać ogólnoustrojowo. Generalnie to bardzo przyjemny zabieg, gdy kilkunastocentymetrową warstwę podgrzanej borowiny nakłada się na skórę, izoluje od zewnątrz i można leżeć, a borowina działa np. w okolicy kręgosłupa. Natomiast kąpiele borowinowe są coraz rzadziej stosowane, a nawet od klasycznej borowiny coraz częściej się odchodzi, raczej stosuje się pasty borowinowe, bo powoli te złoża borowiny się niestety wyczerpują. Jeżeli nie odkryje się dobrych nowych złóż, za jakiś czas też terapia borowinowa może stać się już historyczną metodą leczenia.
Ciepło czy zimno? Co jest bardziej popularne w leczeniu sanatoryjnym?
Ciepło. Zimno stosujemy zwykle miejscowo, często jak jest świeży uraz, z wylewami krwawymi. Generalnie stosuje się kąpiele ciepłe, bo te zimne są dla zdrowych ludzi.
Jest jednak jedna metoda, w której zimno się wykorzystuje, a mianowicie kriokomora. To zimo działa bardzo pozytywnie na organizm. Kriokomora to urządzenie, w którym poprzez użycie ciekłego azotu obniża się temperaturę do bardzo niskich wartości. Składa się z przedsionka i komory właściwej, zwykle w przedsionku to minus 60-70 st. C, a w komorze właściwej temperatura panuje do minus 130 st. C. Ale w kriokomorze subiektywne odczucie zimna nie jest takie straszne, bo jest tam niska wilgotność, poniżej 10 proc. i nie ma tam ruchu powietrza, czyli wiatru. W środku jest dużo sympatyczniej niż na zewnątrz, gdzie przy minus 3 st. C zacina deszcz ze śniegiem. Do zabiegów w kriokomorze kwalifikowani są pacjenci z chorobami narządu ruchu, w tym też po urazach, ale bez świeżych ran, a także pacjenci ze stwardnieniem rozsianym, bo krioterapia zmniejsza objawy choroby. Zwykle przed wejściem do kriokomory pacjent musi wykonać rozgrzewkę, stosuje się tu najczęściej cykloergometry, aby mięśnie poprodukowały ciepło i wejście do takiego zimnego pomieszczenia nie było szokiem dla organizmu. Nie trzeba być w dresach i ciepłej kurtce. Im większa ekspozycja na nagą skórę, tym lepszy efekt. Ale bielizna, skarpetki, drewniane obuwie, rękawiczki, czapka lub nauszniki, aby nie odmrozić uszu, są obowiązkowe. Zwykle wchodzi się na 15 sekund do przedsionka, a dopiero potem do właściwej komory na 1-3 minuty. Cały zabieg trwa do 5 minut i trzeba się ruszać, aby mięśnie produkowały ciepło. Po takim zabiegu w kriokomorze człowiek czuje się młodszy, wydzielają się substancje powodujące, że czujemy się szczęśliwsi. Działa też przeciwbólowo. Efekty są długotrwałe, liczone w miesiącach, a nawet dłużej. Ale jeden zabieg nie wystarczy, potrzeba ich minimum 10.
Czy ruch jest istotny w leczeniu sanatoryjnym?
Oczywiście, ruch jest jak najbardziej jedną ze strategii leczenia. Fachowo mówi się tu o kinezyterapii. Formy ruchu muszą być dostosowane do pacjenta, jego potrzeb i możliwości: treningi indywidualne, grupowe, czy nadzorowany trening kardio dla osób po zawale.
Bardzo ważne oprócz treningu jest też wykorzystanie walorów klimatycznych sanatorium. Zwykle obok jest las, morze i ten ruch we własnym zakresie jest dla pacjenta wskazany i powinno się pójść na spacer po całym dniu różnych zabiegów.
U nas nawet bez wyjazdu do sanatorium można wybrać się na spacer do Puszczy Knyszyńskiej, słynącej z olejków eterycznych sosny supraskiej. Ale najwięcej ludzi lubi wyjeżdżać nad morze. Co dają nam spacery w bryzie morskiej?
Jest nawet nazwa na tą dziedzinę balneoterapii – talasoterapia. Po pierwsze działa to kojąco, nad morzem jest też mało alergenów, powietrze jest czystsze i wdychamy jod, którzy może wpłynąć pozytywnie na organizm. Pobyt nad morzem sprzyja aktywności fizycznej, aby przejść się brzegiem morza. Sól morska w powietrzu, inhalacje z solanek, dobrze działają przy chorobach układu oddechowego.
W terenach górskich z kolei ten wysiłek fizyczny jest dużo większy, jak go dawkować, aby sobie nie zaszkodzić?
Tu się nakładają dwie rzeczy, o których warto pamiętać. Pierwsza rzecz to ogólny schemat reakcji organizmu w sanatorium jako takim, niezależnie czy to terenu górskie, nadmorskie czy nizinne. Pierwsza faza w sanatorium trwa zwykle trzy dni, gdy adaptujemy się do miejsca, ukajamy nerwy, przestajemy myśleć o pracy, wchodzimy w reżim zabiegowy. Potem następuje druga faza, zwykle między 7-14 dniem, jest takie ciekawe zjawisko zwane odczynem uzdrowiskowym. Polega ono na tym, że albo dotychczasowe choroby mogą się zaostrzyć albo pojawić się nowe objawy. To skutek działania wszystkich czynników, od nowego klimatu, przez metody balneologiczne, które są nowym bodźcem dla organizmu, z którym trzeba się zmierzyć. I bywa, że jak ktoś miał bóle stawów, to one mogą się zaostrzyć, u osób z chorobą serca – pojawiają się kołatania serca, bóle w klatce piersiowej. A czasem mogą pojawić się zupełnie nowe objawy: rozdrażnienie, bóle głowy, bezsenność. One mogą wręcz zaniepokoić. Ale nie oznaczają, że leczenie sanatoryjne jest nie dla mnie lub coś złego się dzieje. Warto powiedzieć o nich lekarzowi. Jak ten odczyn sanatoryjny nie jest mocno nasilony, pełni wręcz pozytywną rolę, pokazuje że organizm dostosowuje do tych bodźców i próbuje wytworzyć nową równowagę.
Natomiast dodatkowo w górach trzeba pamiętać, że możemy mieć ten odczyn sanatoryjny i ta wydolność fizyczna oraz tolerancja wysiłku może być przejściowo obniżona. Zawsze wybierając się na górską wędrówkę, jeszcze z plecakiem, warto brać pod uwagę swój wiek, wydolność fizyczną czy choroby współistniejące.
Ile czasu powinno trwać leczenie sanatoryjne?
Standardowo w ramach NFZ mówi się o 21 dniach, w ramach prewencji rentowej pobyty są dłuższe.
Jak często powinno się jeździć do sanatorium?
NFZ taki pobyt raz na dwa lata przyznaje, chyba że ktoś jest szczęściarzem i uda mu się wyjechać szybciej w innym trybie. Ale efekty takiego leczenia są długotrwałe, liczone w miesiącach, a nawet dłużej. Warto zawsze też mieć na uwadze, że mogą się pojawić przeciwwskazania do leczenia sanatoryjnego i taki wyjazd może być w danym momencie niewskazany.












